Naszym ulubionym autobusem z „lożą VIP-owską” z tyłu, pozytywnie nastawieni, w podróż, rano wyruszyliśmy. Beskidy Zachodnie Gorcami zwane, z Turbaczem, gościnnie nas przywitały i piękną słoneczną aurą powitały.
Podejście pierwsze wystawiło na próbę nasze sprawności fizyczne. Nie spękaliśmy, daliśmy radę. Bo jeśli nie my to kto.
Nagrodą były przepiękne i zachwycające widoki na całe pasmo ośnieżonych Tatr, Beskidu Wyspowego i Sądeckiego i Zalewu Czorsztyńskiego. Później już było „z górki”, znaczy pod górkę . a na Turbacz, najwyższy szczyt Gorców (1310m.n.p) to był „spacerek”.
Odpoczywając przy schronisku na Turbaczu nasyciliśmy się uroczymi panoramami gór i ruszyliśmy dalej. Po odnalezieniu czarnego szlaku, dotarliśmy do Łopusznej, naszego miejsca startowego i trochę zmęczeni, lecz radośni, powróciliśmy do domów, na zasłużony nocleg.
Andrzej Benewiat